http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/

DZIEN DOBRY- TU POLSKA

Rok XII nr 57 (3250) 27 lutego 2015 r.

 

Pod Ulm, pod Ulm

Pod Austerlitz, pod Austerlitz

Dostalismy w dupe

-Ale to nic!

Tak Polacy kpiarsko wtorowali werblom austriackiego wojska na defiladach w czasach zaborow i tak przyszlo mi to do glowy  gdy uslyszalem o poranku, jak  wczoraj polscy sportowcy padali na tzw. arenach niczym muchy pozna jesienia. Siegnijcie do SPORTU w dzisiejszej gazetce- znajdziecie tam dwie kleski i jednego Dostojnego Nieboszczyka na dodatek.

A rok temu w Soczi tak pieknie bywalo...I Justysia ze zlamana nozka i Kamil z lotnicza szachownica na kasku. A dzis- dziekuje: wszyscy zdrowi, tylko forma powiedziala: adieu! "Dostalismy w dupe, ale to nic"- zakonczmy jednakowoz optymistycznie ten smutny anonsik.-Wasz:

Gargamel Nieusportowiony

abujas12@gmail.com

http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/

http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

http://www.maritime-security.eu/

http://MyShip.com

 

GAZETKA NIE DOSZLA - MAILUJ: piotr.dobaczewski@pds.sos.pl

 

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:

(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER, Krakow, ul. Stojalowskiego 39/21.

Raiffeisen Bank Polska Odzial Krakow nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436 Konieczny dopisek "Smerfny Fundusz Gargamela"

wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452 (format IBAN) wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479 (format IBAN)

BIC(SWIFT) RCBW PLPW Odzial Krakow Zwierzyniecka Konieczny dopisek "Smerfny Fundusz Gargamela Dla wypelniajacych PiT: Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER, numer KRS 0000124837 Smerfny Fundusz Gargamela.

Mozna tez wplacac karta platnicza lub eprzelewem poprzez portal siepomaga.pl (odnalezc Stowarzyszenie LIVER oraz w tresci wplaty wpisac koniecznie Smerfny Fundusz Gargamela) lub klikajac na www.liver.pl banner "wesprzyj nas".

 

Kursy walut w kantorze internetowym i kantorach wybrzeza. Warszawska gielda wczoraj...szczytowala. Nikt nie wie dlaczego.

Dolar: 3.6519 PLN     Euro: 4.1542 PLN      Frank szw.: 6.8628 PLN

Funt: 5.6736 PLN   Gileda 26.02.2015   godz. 17.00   WiG 53042.60

(+0.32%)    WiG30  2555.97 (+0.44%)

Kantor Gdansk, ul. Heweliusza 1a  SKUP- Dolar: 3.61 PLN     Euro: 4.11

PLN      Funt: 5.63 PLN

Kantor Szczecin, ul. Krolowej Jadwigi 12 SKUP- Dolar: 3.63 PLN     Euro:

4.13 PLN      Funt: 5.66 PLN

 

Pogoda w kraju

Bedzie cieply dzien. Miejscami termometry pokaza nawet 10 st. C. Kilka regionow bedzie pogodnych, jednak na polnocnym wschodzie Polski popada deszcz.

 

Na dobry dnia poczatek

- Panie doktorze, kazdej nocy snia mi sie nagie dziewczeta, jak wbiegaja i wybiegaja z pokoju...

- I chce pan, zeby ten sen sie nie pojawial?

- Nie, tylko chcialem spytac, co zrobic, zeby one tak nie trzaskaly drzwiami...

(Nad.Kryd)

 

CO NIESIE DZIEN

 

- Nigdy po 1989 roku nie bylo w Polsce  tyle aktywnych zawodowo osob okolo szescdziesiatki. Pracuje juz 43,8 proc. osob w wieku 55 - 64 lata.

Tak wynika z danych GUS za ostatni kwartal ubieglego roku. To najwiecej od upadku PRL. Od 2004 r. wskaznik pracujacych w tym przedziale wiekowym wzrosl o niemal 70 proc. Z marudera w UE pod wzgledem pracy starszych stalismy sie krajem mieszczacym sie w sredniej. Daje to naszej gospodarce spektakularne zyski. Tylko w ubieglym roku przybylo az 112 tys. pracujacych starszych osob, jest ich juz 2,4 mln. A jak wylicza Wiktor Wojciechowski, glowny ekonomista Plus Banku, wzrost liczby pracujacych o tych 100 tys. osob przyczynil sie do przyspieszania tempa wzrostu PKB o ok. 0,35 pkt proc. - To prawie dziesiata czesc calkowitego wzrostu gospodarki - mowi Wojciechowski. Tlumaczy, ze wieksza liczba pracujacych poprawia rowniez sytuacje finansow publicznych. - Kazde dodatkowe 100 tys. pracownikow zatrudnionych na umowe o prace zwieksza przychody panstwa z tytulu podatkow PIT, VAT i skladek o 1,8 - 2,6 mld zl rocznie - twierdzi ekonomista. Skad az taka poprawa? Glownie za sprawa decyzji podjetych przez rzad. Przed piecioma laty zlikwidowano powszechne wczesniejsze emerytury dla 55-letnich kobiet i 60-letnich mezczyzn oraz ograniczono liczbe zawodow, ktore pozwalaly na skorzystanie z tzw. pomostowek. Ponadto od dwoch lat w gore idzie wiek emerytalny.

 

-Nasza gospodarka bedzie w tym roku najszybciej rosnaca w Unii i jedna z dwudziestu najszybszych na swiecie. Agencja Bloomberg przeanalizowala tempa rozwoju gospodarek 57 krajow w tym roku. Globalna gospodarka zyska lacznie 3,2 proc. w 2015 r i 3,7 proc. w 2016 r. Na czele listy najszybciej sie rozwijajacych panstw tego roku znalazly sie Chiny, ktorych PKB wzrosnie o 7 proc.. Na podium najszybciej zyskujacych sa takze Filipiny (+6,3 proc.) i Kenia (+6 proc.), a w pierwszej piatce takze Indie (5,5 proc.) i Indonezja (5,4 proc.). Najwyzej wsrod panstw Unii agencja ocenila Polske. Nasza gospodarka zyska w tym roku 3,3 proc.

i znalazla sie na 17 miejscu. Przed nia tylko kraje Azji, Afryki i Ameryki Pld (Kolumbia) oraz Turcja (3,5 proc. PKB). Gospodarka USA zostala oceniona na 3,1 proc. PKB w tym roku, Irlandia na 2,6 proc. (to drugi unijny kraj w pierwszej 20-tce), a Wielka Brytania na 2,6 proc..Natomiast strefa euro zyska jedynie 1,2 proc. PKB, co jest "zasluga" nie radzacej sobie z wlasna gospodarka Grecji. Miejsce w rankingu nie oznacza, ze kraje z czolowki nie maja klopotow. Np. Kenia ma bardzo wysokie bezrobocie, a 40 proc. ludnosci zyje ponizej granicy ubostwa wynoszacej 1,25 dol. na dzien - podaje Bloomberg.

 

-Blisko 12 tys. zl wydalo Ministerstwo Rolnictwa na rozmowe ze swoim szefem, jaka ukazala sie w "Gazecie Wyborczej" - Obawiam sie, ze to naduzycie, takze w swietle prawa karnego - skomentowal "wywiad" Marka Sawickiego prezes PiS Jaroslaw Kaczynski.. Kilkanascie dni temu na stronach gospodarczych "Wyborczej" ukazal sie wywiad z ministrem rolnictwa, opisany jako reklama.Sawicki wyjasnial m.in. sprawy zwiazane z rekompensatami za szkody wyrzadzone przez dziki, czy cenami skupu wieprzowiny i mleka. Za rozmowe  zaplacili podatnicy. - Ogloszenie w "GW" kosztowalo 11 725,65 zl - poinformowal  Witold Katner, rzecznik prasowy resortu rolnictwa. Dodal, ze to "srodki budzetowe przeznaczone na dzialania informacyjne i promocyjne dotyczace rolnictwa i gospodarki zywnosciowej".Stwierdzil ponadto, ze "zamieszczenie materialu informacyjnego w postaci artykulu dotyczacego polskiego rolnictwa pozwala na dotarcie z informacjami o dzialaniach podejmowanych przez Ministerstwo Rolnictwa do mieszkancow calej Polski". Zapewnil rowniez, ze byla to jednorazowa akcja."Jak zareaguje premier?"- Nawet ja, ktory rzadko jestem zaskakiwany wyczynami tego rzadu i tej koalicji, w tym przypadku jestem zaskoczony - powiedzial prezes PiS, pytany o sprawe przez dziennikarzy.-  Z jednej strony pomyslowosc rzeczywiscie niezwykla, z drugiej - pytanie, jak zareaguja na to odpowiednie organy z pania premier na czele - powiedzial Kaczynski. - Obawiam sie, ze to naduzycie, takze w swietle prawa karnego. Smutne wydarzenie - podsumowal prezes PiS.

 

-W srode w jednostce wojskowej NIL w Krakowie, w obecnosci wiceministra obrony Macieja Jankowskiego, Dowodcy Generalnego RSZ gen. Lecha Majewskiego oraz ambasadora USA, Stephena Mulla, mialo miejsce symboliczne przekazanie pojazdow opancerzonych M-ATV. Pojazdy opancerzone M-ATV typu MRAP (Mine Resistant Ambush Protected, czyli pojazdy o zwiekszonej odpornosci na skutki wybuchu min) przekazano polskiej armii nieodplatnie w ramach amerykanskiego programu EDA.

Wczesniej ten sprzet sluzyl zolnierzom stacjonujacym w Afganistanie, a po decyzji rzadu USA o wycofaniu z uzycia czesci wyposazenia, zaproponowano, by 45 wozow trafilo do polskich jednostek. Firma Oshkosh Defence, dostawca pojazdow M-ATV dla amerykanskiej armii, na mocy kontraktu, od 2009 roku dostarczyl okolo 10 000 maszyn w roznych wersjach. Zwrotne i szybkie pojazdy o zasiegu do 500 km dostosowane sa do poruszanie w trudnym terenie i posiadaja wzmocniona konstrukcje dodatkowo chroniaca zaloge przed wybuchem miny czy ostrzalem. Jak podaje serwis polska-zbrojna.pl, szacunkowa wartosc przekazanego sprzetu to 7,7 mln dolarow - za nowe pojazdy tego typu trzeba by zaplacic prawie 26 mln dolarow.

Gargamel: zawsze slynalem z wrednego psucia atmosfery wszelkich bogoojczyznianych uniesien. Jezeli cos, gdy bylo nowe kosztowalo 26 milionow dolarow, a teraz kosztuje 7 milionow z kawalkiem, to latwo sie domyslic ze to cos jest...kupa zlomu, ktorego Amerykanom nie oplacalo sie rozbierac i przetapiac we wlasnych hutach. Podobnie, jak zaraz po II Wojnie Swiatowej nie oplacalo im sie zabierac do siebie za ocean setek tysiecy ciezarowek pozostawionych przez wlasne wojska w Europie. Ofiarowali je wiec wspanialomyslnie zrujnowanym krajom- m.in. Polsce. Amerykanska szczodrosc ma wiec bogate tradycje. Zwlaszcza...samochodowe.

 

-To ma byc tylko for­mal­nosc, ale pro­ce­du­rze musi sie stac za­dosc.

Dzis przed Sadem Okre­go­wym w War­sza­wie roz­pra­wa lu­stra­cyj­na Bro­ni­sla­wa Ko­mo­row­skie­go jako kan­dy­da­ta na pre­zy­den­ta. I choc on sam z po­wo­dow za­wo­do­wych nie moze sie na niej sta­wic, wia­do­mo, ze jego obec­nosc nie jest obo­wiaz­ko­wa. Sa­do­wa pro­ce­du­re lu­stra­cyj­na musza przejsc wszy­scy kan­dy­da­ci w wy­bo­rach pre­zy­denc­kich, uro­dze­ni przed 1972 r. I nie ma zna­cze­nia, czy sady juz wcze­sniej ba­da­ly praw­dzi­wosc ich oswiad­czen lu­stra­cyj­nych o ewen­tu­al­nych zwiaz­kach z taj­ny­mi sluz­ba­mi PRL, czy tez nie. Kan­dy­da­ci na pre­zy­den­ta RP sa lu­stro­wa­ni z urze­du przez sady okre­go­we wla­sci­we dla miej­sca ich za­miesz­ka­nia. Gdyby sie oka­za­lo, ze kto­rys z kan­dy­da­tow zlo­zyl nie­praw­dzi­we oswiad­cze­nie, to prze­kre­sla jego start w wy­bo­rach. W przy­pad­ku Bro­ni­sla­wa Ko­mo­row­skie­go w 2010 r. Sad Okre­go­wy orzekl, ze zlo­zyl on praw­dzi­we oswiad­cze­nie lu­stra­cyj­ne.

 

Dowody... ubostwa  polskiego chlopa:

TRAKTORY I BAJERY

Znani projektanci samochodow przerzucaja sie na traktory. Wspolczesny ciagnik potrafi byc prawdziwym cudem techniki. Coraz wiecej mozna ich zobaczyc na blokadach drog.

Wezmy np. Lamborghini Mach VRT, zaprojektowany przez Wlocha Giorgetto Giugiaro. Tego samego, ktory stworzyl Saaba 9000 czy pierwszego Volkswagena Golfa. Ale Lamborghini Mach VRT to, wbrew pozorom, nie jest marka luksusowego samochodu, tylko traktora. Tez luksusowego, trzeba za niego zaplacic ok. 200 tys. euro. Najwyzsza polka. Waga ciezka, ok. 10 ton, czyli piec razy ciezszy od naszego starego Ursusa. Konkurencje wyprzedza przede wszystkim na szosie, moze mknac z predkoscia 60 km na godzine, czyli o 10 km szybciej niz na przyklad niemiecki Claas Axion 850, popularny wsrod naszych rolnikow. Na blokadach Claas wyroznial sie ostrym jasnozielonym kolorem.

Claas w 2014 r. cieszyl sie tytulem "Traktora roku". Przyznaje go 20 dziennikarzy z najwazniejszych, niezaleznych europejskich magazynow poswieconych nowoczesnej uprawie roli. Ma silnik 6-litrowy, o mocy 250 koni mechanicznych. W tym roku zdetronizowal go jednak amerykanski Case IH Magnum CVX 380, z 9-litrowym silnikiem o mocy prawie 400 KM!

Producent chwali sie, ze osiaga moment obrotowy rzedu 1100-1200 Nm, czyli tyle, ile Bugatti Veyron, najszybszy obecnie samochod fabryczny na swiecie. (To porownanie nieco szalone, ale dobrze wyglada). Zarowno zdetronizowany Claas, jak i Case kosztuja podobnie, od 150 tys. euro w gore.

Rozmaitych bajerow w obu traktorach jest duzo wiecej. Na przyklad wentylowane fotele, ktore automatycznie dostosowuja sie do wagi traktorzysty. W Case mozna tez zazyczyc sobie, zeby tylne kola zostaly zastapione przez gasienice Rowtrac. Prawdziwie imponujacy jest jednak standard, czyli to, co w traktorze z najwyzszej polki jest wyposazeniem obowiazkowym. Standardem jest zarowno klimatyzowana kabina, jak i automatyczna skrzynia biegow. Silnik ma byc dostosowany do zaostrzonych unijnych norm emisji spalin. Dzieki filtrom powietrze w kabinie jest swiezsze niz na zewnatrz.

Wnetrze takiego traktora jest nafaszerowane elektronika. Rolnik musi tylko wlasciwie zaprogramowac komputer, a potem traktor w zasadzie sam jezdzi po polu i robi, co trzeba. Kieruje nim wczesniej zaprogramowany GPS. Mozna czytac gazete albo ogladac telewizyjny program. Odbiornik TV, za specjalna doplata, producent zainstaluje w kabinie na zyczenie.

Adamowi Kasprzykowi, rolnikowi ze wsi Jugowa kolo Swidnicy, najbardziej podoba sie dzojstik. - Za jego pomoca mozna regulowac temperature, wysokosc np. nozyc przy koszeniu, podnosnikow i tym podobne - wylicza Kasprzyk. Taki bajerancki traktor przypomina mu nowoczesny telefon. Ma wiele funkcji, ale uzytkownik najczesciej ogranicza sie do kilku. Chyba ze dzieci pokaza.

Kiedy przed laty Adam Kasprzyk jezdzil na praktyki do Niemiec, gospodarz skarzyl mu sie, ze niemieccy rolnicy sa mniej konkurencyjni od dunskich czy francuskich, poniewaz przeinwestowali. Kupili za duzo sprzetu, takze traktorow. - Liczyl, ze na stu hektarach nie powinno byc wiecej niz 200 KM - pamieta Kasprzyk. We wsi Jugowa gospodarstwa sa o wiele mniejsze niz niemieckie, nie ma wiekszego jak 30 ha (srednia w Polsce wynosi 10 ha). Ale tych 12 rolnikow we wsi ma w sumie az 26 traktorow. Kazdy od 60 do 180 KM. Gospodarstwa w Polsce mamy duzo mniejsze niz farmerzy zachodni, ale wrazliwosc na bajery w traktorach - taka sama, a moze nawet wieksza.

Traktorowe cuda techniki zima mozna sobie obejrzec w specjalnym programie TVN Turbo. Od wiosny rusza biznes na zywo. Sezon inauguruja w marcu Targi Maszyn Rolniczych w Kielcach. Do Kielc zjezdzaja wtedy swiatowi producenci traktorow z oferta dla coraz bardziej wielkoobszarowych. Impreza ma jedna wade: wystawy odbywaja sie w halach, mozna wiec tylko popatrzec.

Zupelnie inaczej jest podczas Agro Show w Bednarach pod Poznaniem, na terenach po bylym lotnisku, pod koniec wrzesnia. To najwieksza impreza w kraju. Do upatrzonego ciagnika mozna sie nie tylko przymierzyc, ale takze wsiasc i pojezdzic po okolicznym polu. Pokazac dziecku. Producenci kusza wieksza wielofunkcyjnoscia traktorow. Mozliwoscia przyczepienia do ciagnika coraz to nowych, niezbednych w pracach polowych maszyn-przystawek. Szerzej skosza lub zaorza, wiecej zasieja. Juz sa modele o wiele bardziej ekonomiczne, majace zaczep nie tylko tradycyjnie, z tylu ciagnika, ale takze przed nim. To pozwala na lepsze wykorzystanie sprzetu. - Z przodu mozna zainstalowac np. kultywator spulchniajacy glebe, a z tylu siewnik - tlumaczy Adam Kasprzyk. Traktor moze wiec jednoczesnie wykonywac dwie czynnosci, orze i sieje za jednym zamachem. Zadnej pracy sie nie boi. Szybciej na siebie zarobi. Na wielkim polu.

To wazne, bo traktory sa coraz drozsze, nowoczesniejsze, coraz bardziej nafaszerowane elektronika, a ich okres eksploatacji coraz krotszy. - Stary Ursus (pod ta marka ciagle montuje sie traktory w Lublinie, najnizsza polka) mogl jezdzic nawet i 30 lat, teraz nowoczesny ciagnik nie przezyje 10 - twierdzi Piotr Rozanski, szef handlujacej sprzetem rolniczym firmy Rolmech. Coraz drozsza jest tez eksploatacja, bo elektronika sie psuje, a wymieniac trzeba nie pojedyncza czesc, lecz cale moduly. Wszystko w wyspecjalizowanym serwisie. Maszyna musi wiec pracowac coraz intensywniej.

Udoskonalenia sa istotne dla rolnikow wielkoobszarowych, ktorzy wiedza, co to jest amortyzacja i skrupulatnie licza koszty. Tacy sa w Unii, u nas - zaledwie 1 proc. na 1,3 mln gospodarstw. Gdyby tylko oni kupowali te cuda techniki, nie byloby czego ogladac na blokadach. -Nas tam nie ma - zapewnia Mariusz Olejnik, ktory uprawia rzepak na ponad 300 ha.

Tylko ze u pozostalych wieksza czesc roku bajeranckie ciagniki stoja w stodole. O tym, zeby na siebie zarobily, mowy nie ma.

I biznes sie kreci. Od 2004 r. coraz szybciej. Wedlug Piotra Rozanskiego rolnicy hiszpanscy w ubieglym roku kupili 9 tys. nowych ciagnikow, polscy - az 14 tys. Mniej wiecej tyle, co farmerzy w Wielkiej Brytanii.

To byl slaby rok - w 2012 r. poszlo u nas ponad 19 tys. traktorow. Bo wielkosc ich sprzedazy w Polsce nie zalezy od wielkosci pol, ale od strumienia plynacych do rolnictwa srodkow unijnych. Z nowej perspektywy (na lata 2014-20) jeszcze nie zaczal plynac, stad to niezadowolenie. Z pewnoscia przed wyborami poplynie. Z okolotraktorowego biznesu zyje dzis coraz wiecej osob.

Joanna SOLSKA

 

ZE SZTABU

Niemal autentyczny zapis burzy mozgow w jednym ze sztabow wyborczych.

- Co robimy? Moje sondaze leza i nie chca wstac.

- Moze zaczniemy kampanie?

- O, swietna mysl. Szkoda, ze nie wpadlismy na to miesiac temu. To jaki plan?

- Wiece wyborcze w calym kraju, najpierw moze.

- Wiece? Ale tam beda ludzie, wyborcy. Co gorsza moga o cos pytac. To na razie nie. Co jeszcze?

- Mam! Seria wywiadow. Wszyscy chca: Olejnik, Piasecki, Prokop i Pudelek.

- Dziennikarze? Odpada. Media chca mnie zniszczyc.

- To moze ponadpartyjna konwencja, ktora pokaze, ze masz szerokie poparcie.

- Ale go nie mam.

- No to debata telewizyjna.

- Debata?! Z innymi kandydatami? Wykluczone. Moze wystarcza spoty telewizyjne i billboardy w calej Polsce?

- Niestety. Na spoty i billboardy nie mamy kasy.

Dluga cisza. Szuranie krzesel, trzaskanie drzwiami, itp.

Wojciech SZACKI

 

SPORT

 

-Zmarl Bohdan Tomaszewski

Nie zyje Bohdan Tomaszewski, znany dziennikarz i komentator sportowy.

Mial 93 lata.

Bohdan Tomaszewski prace jako dziennikarz sportowy rozpoczal w 1946 roku w "Kurierze Szczecinskim". W 1948 roku zaczal pracowac w "Expressie Wieczornym". W 1955 roku zostal sprawozdawca radiowym, a pozniej telewizyjnym. W latach 1956-1980 komentowal m.in. 12 igrzysk olimpijskich letnich i zimowych.

Tomaszewski byl legenda polskiego dziennikarstwa sportowego.Prowadzil relacje z najwazniejszych sportowych wydarzen dotyczacych m.in. tenisa i lekkoatletyki.

Byl przedwojennym wicemistrzem Polski juniorow w tenisie. Po wojnie, w latach 1945-1948 kontynuowal kariere sportowa w Szczecinskim Klubie Tenisowym (SKT Szczecin).

Bral udzial w powstaniu warszawskim. Byl autorem ksiazek i scenariuszy filmowych - do filmow "Zaczarowany rower", "Bokser" i "Czekam na was w Monte Carlo". Byl czlonkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

 

-Nokaut wienczy dzielo

Ajaks - Legia 3:0. Dwa gole Arkadiusza Milika i mistrz Polski na kolanach. Pozegnanie z Liga Europejska w stylu, ktorego trudno bylo sie spodziewac.

Legia nie zagra w maju w Warszawie na Stadionie Narodowym w finale Ligi Europejskiej. Te marzenia byly troche na wyrost. W rewanzowym spotkaniu z Ajaksem mistrz Polski bolesnie sie przekonal, jak wiele dzieli go jeszcze od trzeciej druzyny fazy grupowej Ligi Mistrzow. Roznica klas byla bardzo widoczna.

Najlepszym podsumowaniem gry Legii byla sytuacja z 70. minuty, gdy po bledzie i zlym wybiciu pilki przez bramkarza Ajaksu Jaspera Cillesena sam na sam z Holendrem znalazl sie Michal Kucharczyk. Legionista huknal z calej sily, ale pilka zamiast do siatki poleciala w trybuny.

Szczescie, ze tego dnia stadion przy ulicy Lazienkowskiej byl zamkniety dla kibicow, bo Kucharczyk mogl tym uderzeniem zrobic komus krzywde.

Fanow Legii jednak bylo slychac, i to calkiem dobrze. Okolo trzech tysiecy kibicow zgromadzilo sie na parkingu przed Torwarem. Gdy tylko wybrzmial hymn Ligi Europejskiej, kibice glosno - bez problemow slychac ich bylo na stadionie - zaintonowali "Mistrzem Polski jest Legia".

Niecodzienna sytuacja, ale mimo wszystko zrobila sie chociaz namiastka powaznego meczu rozgrywanego w europejskich pucharach. Groteskowo wygladaly jednak proby dolaczenia do tego choru zgromadzonych w lozy VIP szczesliwcow, ktorzy spotkanie mogli zobaczyc na stadionie.

Nadzieje jednak skonczyly sie szybko. Koszmarny blad juz w 11. minucie popelnil Dossa Junior, ktory nie przyjal w srodku boiska prostego podania. Pilke zagarnal Arkadiusz Milik, przebiegl spokojnie przez pol boiska i nieniepokojony przez nikogo zdobyl gola.

Spod Torwaru polecialy glosne wyzwiska i obelgi pod adresem polskiego napastnika Ajaksu, mogl miedzy innymi dowiedziec sie, jak ma na imie - brzydko. A gdy zawodnicy Legii zajeci byli liczeniem w pamieci, ile musza zdobyc bramek, by awansowac - wtedy jeszcze trzy - w zamieszaniu podbramkowym, po dosrodkowaniu z rzutu wolnego, nieporadnie interweniowal Dusan Kuciak. Obroncy nie byli w stanie wybic pilki, ktora spadla, a wlasciwie odbila sie od nog Nicka Viergevera, i trzeba bylo liczyc od nowa.

Legia tak naprawde szanse na godniejsze pozegnanie sie z Europa stracila w Amsterdamie. Gdyby zawodnicy mistrza Polski wykorzystali chociaz jedna ze stworzonych w drugiej polowie sytuacji, mecz w Warszawie wygladalby prawdopodobnie inaczej. A tak powtorzyla sie sytuacja ze spotkania ze Steaua Bukareszt w zeszlorocznych eliminacjach Ligi Mistrzow czy z meczu Polski z Ukraina na Stadionie Narodowym jeszcze za kadencji Waldemara Fornalika. Wielkie nadzieje, dobry poczatek, niezle ataki i dwa szybkie potezne ciosy posylajace na deski.

Legia nie zegna sie z Europa w dobrym stylu. Przy pierwszej i trzeciej bramce dla Ajaksu stoperzy rozstepowali sie przed rywalami jak Morze Czerwone przed Mojzeszem. Ale nalezy rownoczesnie pamietac, ze Legia zapewnila kibicom mnostwo emocji w obecnej edycji pucharow. Byly kapitalne spotkania z Celtikiem Glasgow, dyskwalifikacja przez UEFA z Ligi Mistrzow, swietna jesien w fazie grupowej LE. Jesli przypomnimy sobie, ze niemal ten sam zespol, prowadzony jeszcze przez Jana Urbana, do ostatniej kolejki nie byl w stanie zdobyc gola ani punktu, to widac, jaka droge pokonal mistrz Polski.

Legia bedzie mogla teraz skoncentrowac sie na ekstraklasie i Pucharze Polski. I nie jest to dobra wiadomosc dla fanow innych druzyn.

Prawdopodobnie skonczy sie juz tak wielka rotacja skladem trenera Berga.

W koncu najlepsi zawodnicy zaczna sie pokazywac kibicom nie tylko w srodku tygodnia, ale takze w weekendy.

Inna sprawa, ze Berg w dwumeczu z Ajaksem tymi rotacjami przegral.

Oszczedzal swoich zawodnikow, w lidze dal grac juniorom, czego efektem jest to, ze Jagiellonia ma juz do lidera tylko punkt straty.

Dla polskich kibicow i Adama Nawalki (byc moze przede wszystkim dla selekcjonera wlasnie) dobra wiadomoscia jest fantastyczna forma Arkadiusza Milika. 20-letni napastnik w spotkaniach z mistrzem Polski zdobyl trzy gole i to promyk nadziei przed marcowym meczem z Irlandia w Dublinie w eliminacjach Euro 2016. Ostatnio na Nawalke spadaly raczej kiepskie wiadomosci, w koncu jest dobra, choc troche szkoda, ze kosztem Legii.

-----------------------

-  Beznadzieja na pustym stadionie

Stefan SZCZEPLEK dodaje swoje

Juz raz to widzialem, kiedy Andrzej Golota zostal trafiony na poczatku walki i nie bardzo wiedzial, gdzie jest. Tu bylo podobnie.

W ciagu dwoch minut Ajax strzelil dwie bramki i mogl zaczac zabawe, a znokautowana Legia musiala pozostac na boisku i wystawiac sie na posmiewisko. W Amsterdamie Ajax Legie dopiero poznawal i mial sporo szczescia. Do Warszawy na pewno nie jechal pewny siebie, ale Frank de Boer, mimo ze wygral pierwszy mecz, przygotowal sie do drugiego lepiej niz Henning Berg. Moze nie lepiej, ale mial lepszych zawodnikow.

Swoboda, z jaka pilkarze Ajaksu panowali nad pilka, nie dajac jej sobie odebrac, byla imponujaca, a dla legionistow frustrujaca. Holendrzy niby grali wolno, ich podania nie byly szybkie ani silne, wydawalo sie, ze wystarczy wyciagnac noge, zeby przeciac lot pilki. Wydawalo sie. Na tym wlasnie polega roznica w technice. Do tego nie trzeba wyjatkowych umiejetnosci, tylko nieustannej pracy. Widocznie w Amsterdamie pracuja solidniej. Legia byc moze miala jakis pomysl na ten mecz, ale nie zdazylem sie zorientowac jaki. Na tle Ajaksu wygladala bezradnie. Jako druzyna nie przeprowadzila ani jednej groznej akcji. Indywidualnie - szkoda gadac. Beznadziejni obroncy, ktorych Arkadiusz Milik mijal jak juniorow Rozwoju Katowice, zadnej mysli w srodku pola, strzelanie slepakami. Stracic do przerwy trzy bramki i dostac trzy zolte kartki, to wlasnie dowod bezradnosci. Druga polowa byla jeszcze gorsza. Ajax juz sie nie meczyl, gral sobie "w dziadka", wlaczal do zabawy nawet bramkarza, a legionisci biegali. Jedyne sytuacje, jakie Legia miala, wynikaly z nonszalancji przeciwnika, a nie z jej wlasnych zaslug.

Smutne to wszystko, beznadzieja na pustym stadionie. Legia rozegrala w tym roku juz piec meczow i nie odniosla zwyciestwa. Juz wiemy, ze w maju nie zagra na Stadionie Narodowym w finale Ligi Europejskiej, co jej niektorzy fachowcy wrozyli. Najwyzej w finale Pucharu Polski. Kibice Legii zorganizowali pod stadionem "fan zone". Odpalili race, poublizali Milikowi, jak ich ojcowie Krzysztofowi Warzysze, kiedy wbijal gole Legii w barwach Panathinaikosu. Ciekawe, czy byli wsrod nich ci, przez ktorych normalni ludzie nie mogli wejsc na stadion.

 

-Podciete polskie skrzydla

Druga porazka Polakow w mistrzostwach swiata - Kamil Stoch dwunasty, a Piotr Zyla dziewiaty na duzej skoczni w Falun. Wygral Niemiec Severin Freund.

Srebro - mala niespodzianka. Z forma zdazyl w ostatniej chwili Austriak Gregor Schlierenzauer. Braz - Rune Velta, norweski mistrz ze skoczni normalnej.Rodacy Freunda czekali dlugo na te radosc, poprzednim niemieckim mistrzem swiata byl Martin Schmitt w 2001 roku w Lahti.

Z nowego mistrza chyba nie bedzie latwo zrobic wielka medialna gwiazde, nie jest typem drapieznego zwyciezcy, ale raczej zawsze usmiechnietym, pogodnym Bawarczykiem. Przyjaciele zapewniaja, zwlaszcza Richard Freitag, z ktorym spedza w jednym pokoju jakies 200 dni w roku, ze da sie z nim pogadac nie tylko o skokach.

Przyjemnosci z ogladania polskich skokow nie bylo wiele. W polowie pierwszej serii prowadzil Klemens Muranka, ktory skoczyl ladnie 123 m.

Medalu ten wynik nie obiecywal, ale przyzwoite miejsce na pewno. Dawid Kubacki - 115,5 m, starczylo na awans do serii finalowej, Aleksander Zniszczol mial 110 m - nie starczylo.

Muranke zmienil dopiero nr 34, Anders Bardal. Jego skok byl znakomity,

131,5 m jak na paradzie, ladowanie tez dobre. Po Norwegu Piotr Zyla -

123 m, tyle co Muranka, ale dostal wiecej punktow za niekorzystne podmuchy. Velta zaczal od skoku na 126,5 m, troche za bardzo rozbudzil norweskie nadzieje, wiec byl lekki zawod.

Potem poszlo juz szybko: Bardala przebil jedynie Freund (134 m), trzeci byl Schlierenzauer (128), wreszcie proba Kamila Stocha. Za slaba jak na wielkie polskie marzenia, na srednie chyba tez - 125 m, po weryfikacji wskazan wiatromierzy tylko 12. miejsce, nawet za Zyla.

Skok polskiego mistrza olimpijskiego w drugiej serii poprzedzilo czekanie na spokojne wiatry - 124,5 m i juz trzeba bylo sie zegnac ze wspomnieniami z Predazzo. - Zabraklo mi swiezosci mentalnej i fizycznej - tlumaczyl sie polski mistrz.

Wczesniej w sztafecie 4x5 km Polki spisaly sie lepiej niz skoczkowie - zajely piate miejsce wsrod 14 druzyn, przy odrobinie szczescia moglo byc czwarte. Widac bylo, ze Kornelia Kubinska wytrzymuje tempo rywalek i nie poniesie duzych strat, druga zmiana w wykonaniu Justyny Kowalczyk nie przyniosla moze zrywu w dawnym stylu, ale tez nie byl on potrzebny, bo

trojka: Norwegia, Szwecja i Finlandia, uciekla za daleko, a z pozostalymi Ewelina Marcisz i Sylwia Jaskowiec dawaly sobie rade.

Finisz Polek sprowadzil sie do ostrej walki pani Sylwii z Jessika Diggins i Nicole Fessel o czwarte miejsce. Amerykanka, niezla sprinterka, okazala sie najsprytniejsza. Wygraly Norwezki, teorie o ich slabosci znow upadly. Najbardziej efektowna byla ucieczka Astrid Jacobsen na trzeciej zmianie; dzieki temu przewaga, jaka miala konczaca bieg Marit Bjoergen, byla dla Szwedki i Finki nie do odrobienia.

Charlotte Kalla moze sie tylko chwalic, ze na drugiej zmianie znow byla szybsza od Therese Johaug.

Bjoergen, jak napisaly norweskie gazety, "majestatycznie zdobywajaca tytul", ma swoj nowy rekord - 14. zloto mistrzostw swiata (do tego cztery razy srebro i trzy razy braz), Rosjanka Jelena Wialbe (14 zlotych i trzy srebrne medale) spadla w tej honorowej klasyfikacji na drugie miejsce.

Justyna Kowalczyk podsumowala bieg z szerokim usmiechem, bo takiego wyniku sztafety nie pamietano od igrzysk w Grenoble w 1968 roku.

- Moze ja nie pojechalam nadzwyczajnie, jakos nie moglam sie z nartkami dogadac, ale dziewczyny walczyly, glowy im wytrzymaly. Jestesmy na dobrej pozycji do dalszej walki. Teraz musze sie nie zestarzec za szybko, by takze za dwa lata biegac na najwyzszym poziomie - mowila.

Mistrzostwa w Falun maja dla polskich kibicow jeszcze dwie obietnice emocji - oba wydarzenia w sobote. O godz. 13 na trase biegu ze startu wspolnego na dystansie 30 km stylem klasycznym ruszy Justyna Kowalczyk.

Moze to medalowa misja niemozliwa do wykonania, ale kto wie, jaka sila jeszcze drzemie w glowie i nogach pani Justyny.

O godz. 17 ostatni konkurs skokow - zawody druzynowe. Konkurencja kaprysna, ciekawa i, jak to w skokach bywa, z elementami pogodowej ruletki. Dwa lata temu w Predazzo Stoch i kompania zdobyli braz.

Mistrzostwa konczy w niedziele bieg meski na 50 km, klasyk stylem klasycznym, ktorego zwyciezca zwyczajowo otrzymuje tytul krola nart.

Krzysztof Rawa

(Dzien dobry -tu Polska" oprac. na podstawie "Gazety Wyborczej", "Rzeczpospolitej", "Polityki", TVN24 i OnetPl)

 

Wpisz treść wiadomości.
Wpisz swój adres email.Przepisz kod z obrazka.