http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/

DZIEN DOBRY- TU POLSKA

Rok XIV nr 327 (3867) 7 grudnia 2016 r.

 

Sadny dzien.

Nie bedzie wczorajszego dnia mile wspominac PiS i "okolice", oj nie bedzie! Maja w nazwie i Prawo i Sprawiedliwosc, a w imie Prawa, Sprawiedliwosc potraktowala ich surowo we wszystkich trzech przypadkach, w ktorych sie do niej zwrocili. Sad Najwyzszy wydal i oglosil wczoraj opinie, ze PiS-owska ustawa (juz uchwalona w Sejmie) o zgromadzeniach jest NIEKONSTYTUCYJNA i "ma wszelkie cechy prawa »stanu wyjatkowego«,ktorego, o ile wiadomo, nikt w Polsce dotad nie wprowadzil"

Ten sam Sad Najwyzszy oddalil tez wczoraj kasacje Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry w sprawie ekstradycji Romana Polanskiego do USA, uznajac argumentacje "Pana Zbyszka" ( tak Ziobre nazywa prezes Trybunalu Konstytucyjnego) za chybiona i bezzasadna, co stawia wiedze prawnicza Prokuratora Generalnego III Rzeczpopolitej w sytuacji conajmniej dwuznacznej. A na koniec Sad Apelacyjny odrzucil skarge i poslal w przyslowiowe buraki prezesa "Solidarnosci" Piotra Dude, ktory chcial "puscic w skarpetkach" znanego artyste muzyka Mozila, zadajac od niego 450 tysiecy zlotych za rzekomo bezprawne uzycie logo "Solidarnosci" na jednej z plyt. Wszystkie te trzy kawalki macie w szczegolach i elegancko opisane w dzisiejszej gazetce. Poplecam sie-

Wasz:

Gargamel Szczerze Oddany

abujas12@gmail.com

http://www.smerfnyfunduszgargamela.witryna.info/

http://www.portalmorski.pl/crewing/index.php?id=wiadomosci

http://www.maritime-security.eu/

http://MyShip.com

 

Jezeli chcesz sie zapisac na liste adresowa lub z niej wypisac, jak rowniez obrazic Gargamela - MAILUJ abujas12@gmail.com

 

GAZETKA NIE DOSZLA: gazetka@pds.sos.pl

 

Dla Dobrych Wujkow Marynarzy:

(ktorzy czytajac gazetke pamietaja ze sa na swiecie chore dzieciaczki):

Stowarzyszenie Pomocy Chorym Dzieciom LIVER, Krakow, ul. Stojalowskiego 39/21.

Raiffeisen Bank Polska Odzial Krakow nr 19 1750 0012 0000 0000 2068 7436 Konieczny dopisek "MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA"

wplaty w EURO (przelew zagraniczny) PL72 1750 0012 0000 0000 2068 7452 (format IBAN) wplaty w USD (przelew zagraniczny) PL22 1750 0012 0000 0000 2068 7479 (format IBAN) wplaty w GBP (przelew zagraniczny) PL15 1750 0012 0000 0000 3002 5504 (format IBAN)

BIC(SWIFT) RCBW PLPW Odzial Krakow Zwierzyniecka Konieczny dopisek "MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA"

Mozna tez wplacac karta platnicza lub eprzelewem poprzez portal siepomaga.pl (odnalezc Stowarzyszenie LIVER oraz w tresci wplaty wpisac koniecznie MARYNARSKIE POGOTOWIE GARGAMELA) lub klikajac na www.liver.pl banner "wesprzyj nas".

 

GWIADKOWE AUKCJE NA MARYNARSKIE POGOTOWIE Udalo sie!

Dzien dobry z nad Orinoko river. Udalo sie !!! Pieniazk -2300 Pln (550 x cosik kolo 4.19)-przelala dzisiaj na Marynarskie Pogotowie Gargamela moja corka . Zalaczam potwierdzenie przelewu. Osobiscie bardzo sie ciesze ze obraz znowu w grze. Oby udalo sie wylicytowac podobna sume lub -co by bylo jeszcze lepsze - wieksza.

Pozdrawiam:

Jerzy Szkabar

C/E Cora  Oldendorff.

 

Drogi Gargamelu

Amerigo Vespucci

200 USD

Best regards

Capt. Ulanowski Rafal

Master of M/V "Bahamas"

 

Witaj Gargamelu,

Jestem pod wrazeniem uczynkow  pp. Jerzego i Ryszarda, a ze przegapilem pierwsza czesc licytacji, wiec proponuje za Amerigo Vespucci 550 Euro.

Pozdrowienia z Madagaskaru ( niezle sie kojarzy ) Grubsztajn ZM

 

A wiec:

Amerigo Vsespucci -550 euro

po raz pierwszy.

KTO DA WIECEJ?

 

Kupil...sam od siebie.

Kpt. Bogdan Fryszkowski- Nasz Czlowiek w Chorze Akademii Morskiej w Szczecinie, dostarczyl na gwiazdkowa aukcje 5 plyt z koledami. A, ze z tych pieciu, dwie nie znalazly jeszcze nabywcy- napisal wczoraj:

Zeby rozruszac aukcje plytek to sam podbijam ;) Nasza rodzinna trojka: Ola (zona), Hania (coreczka) i ja, od kazdego po stowce, razem 300 zl :) pozdrawiam ze Srodziemnego, Bogdan

------------------------------------

Pozostala wiec tylko jedna  plyta do zbycia. Cena wywolawcza 50 PLN KTO DA WIECEJ?

 

Kursy walut w kantorze internetowym i kantorach wybrzeza.

Dolar: 4.1825 PLN  Euro: 4.5035 PLN  Frank szw.: 4.1551  PLN   Funt:

5.3340 PLN  Gielda 6.12.2016 godz. 17.00  WiG 50269.70 (+1.25%)

WiG30 2182.56 (+1.52%)

Kantor Gdansk, ul. Heweliusza 1a  SKUP- Dolar: 4.11 PLN  Euro: 4.40 PLN

Funt: 5.24 PLN

Kantor Szczecin, ul. Krolowej Jadwigi 12  SKUP- Dolar: 4.16 PLN

Euro: 4.48 PLN  Funt: 5.31 PLN

 

Pogoda w kraju

Wszedzie pogodnie, ale chlodno- maksymalnie od 0 do 4 st. C.

 

Na dobry dnia poczatek

A TO POLSKA WLASNIE!

Kaczor cos pod nosem kwacze,

Krycha cala w zlosci skacze,

Szydlo na mownicy jeczy,

Duda pewnie znowu kleczy,

Waszczykowski w dyplomate gdzie sie bawi, Ksiadz cos o aborcji prawi.

Chca nas karac i mordowac,

Chca nas bic, terroryzowac,

My- kobiety sie nie damy,

I PiSiorow w dupie mamy.

A choc bardzo sie staraja,

Z kobietami nie wygraja

Milego dnia!

--------------------

(Z sieci wylowil Krzysztof Lewanowicz!)

 

Sad Najwyzszy o ustawie o zgromadzeniach:

TO NIE JEST PRAWO PANSTWA DEMOKRATYCZNEGO

2 grudnia PiS uchwalil ustawe  o zgromadzeniach publicznych. Za niekonstytucyjna uznal ja juz rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.

Ani opinia RPO, aniopinia SN, wydana 30 listopada, nie zostala udostepniona na stronach Sejmu i Senatu.

"Opiniowany projekt ma wszelkie cechy prawa »stanu wyjatkowego«, ktorego, o ile wiadomo, nikt w Polsce dotad nie wprowadzil (...) oznacza to podjeta swiadomie i oczywista dla kazdego prawnika probe naruszenia ladu konstytucyjnego, w szczegolnosci art. 2 Konstytucji RP, w zakresie wyrazanej w niej zasady panstwa »prawnego«" - pisze w opinii o ustawie biuro analiz SN.

Zawarcie w projekcie przepisu, ze wojewoda wydaje "zgode" na zgromadzenie "cykliczne" oceniajac ich "cel" (dzis wystarczy zgromadzenie zglosic), Sad Najwyzszy nazywa "drastyczna instrumentalizacja prawa, i to akurat w obszarze wolnosci kluczowej dla dalszego utrzymania demokratycznego ustroju panstwa. Prawo tak stanowione nie moze byc dluzej nazywane prawem panstwa lezacego w Europie, praworzadnego ani demokratycznego. Narusza ono nie tylko art.

57 (wolnosc zgromadzen) Konstytucji RP, ale obowiazujace Rzeczpospolita prawo miedzynarodowe".

Sad Najwyzszy zauwaza, ze przewidziane w ustawie pierwszenstwo dla imprez organizowanych przez wladze publiczne, koscioly, zwiazki wyznaniowe, a takze dla zgromadzen "cyklicznych" przed innymi zgromadzeniami jest nieproporcjonalne, niekonieczne i nieuzasadnione. A wiec nie spelnia kryteriow konstytucyjnych (art. 31), ktore pozwalaja prawa i wolnosci ograniczac tylko w minimalny, niezbedny dla ochrony innych wartosci konstytucyjnych sposob.

SN zauwaza, ze wladza publiczna bedzie miala "w zasadzie monopol na odbycie zgromadzenia w okreslonym miejscu i czasie - faktycznie spowoduje to, ze dowolny taki organ bedzie autorytatywnie i arbitralnie decydowal o tym, czy dopuscic zorganizowanie innego, niepublicznego zgromadzenia". "W wariancie skrajnym (chociaz wyobrazalnym) mozliwe byloby nawet naduzycie prawa w postaci organizowania napredce »mikromanifestacji«, np. przez ministrow, a nawet przez wojewodow - jedynie po to, aby zapobiec odbyciu sie niewygodnego dla wladz zgromadzenia" - czytamy w opinii Sadu Najwyzszego.

Biuro analiz SN zwraca tez uwage, ze okreslenie "organ wladzy  publicznej" jest bardzo szerokie. Takim organem jest np. kurator oswiaty czy powiatowy lekarz weterynarii. Nie jest precyzyjne takze zakazanie dwoch manifestacji w jednym "miejscu". Bo czy np. takim "miejscem" moze byc okreslona miejscowosc?

"Naruszenie wolnosci zagwarantowanej konstytucyjnie i miedzynarodowo w omawianym zakresie jest szczegolnie jaskrawe w stosunku do tzw.

zgromadzen spontanicznych, stanowiacych reakcje opinii publicznej na biezace wydarzenia" - czytamy w opinii.

Zdaniem SN zgromadzenia i zgromadzenia "cykliczne" nie roznia sie miedzy soba w na tyle istotny sposob, by bylo konstytucyjnie dopuszczalne faworyzowanie jednych kosztem drugich. W dodatku zgromadzenie cykliczne wojewoda moze wyrejestrowac, tylko jesli przestanie sie cykliczne odbywac. A nie mozna, jesli jego uczestnicy beda lamac prawo.

 

Sprawa Polanskiego sprawa Ziobry.

ARGUMENTACJA MINISTRA ZNOWU OBALONA

Sad Najwyzszy stwierdzil, ze ekstradycja Romana Polanskiego jest prawnie niedopuszczalna. Tym samym kolejny raz w ostatnim czasie obalona zostala argumentacja Zbigniewa Ziobry - i to znowu w sztandarowej dla niego sprawie.

Zbigniew Ziobro kilka miesiecy temu osobiscie podwazyl w mediach decyzje sadu.Troje sedziow Sadu Najwyzszego odrzucilo kasacje Prokuratora Generalnego od wyroku sadu nizszej instancji zakazujacego wydania rezysera. Wtedy przewazyl argument, ze przed sadem w USA zostala zawarta ugoda z Polanskim, a kara, ktora mu grozila, zostala wykonana z nawiazka.

Sad okregowy podzielil tez obawy, ze proces w Stanach Zjednoczonych moglby teraz odbywac sie z naruszeniem bezstronnosci.

Zbigniew Ziobro osobiscie podwazyl wtedy w mediach decyzje sadu. Skupial sie na jednym watku: ze Polanskiego nie mozna usprawiedliwiac i traktowac inaczej tylko dlatego, iz jest on osoba znana. Slynna stala sie analiza ministra, ze "gdyby to byl przyslowiowy Kowalski - nauczyciel, lekarz, hydraulik, malarz - to z kazdego kraju juz dawno zostalby deportowany do Stanow Zjednoczonych". Podobnie jak jego uwaga - z brzydkim podtekstem - ze "sa pewne przestepstwa, z ktorych nie mozna sie wykupic".

Teraz Sad Najwyzszy wskazal, ze wbrew sugestiom Prokuratora Generalnego werdykt nizszej instancji zapadl zgodnie z procedurami i o zadnym razacym naruszeniu prawa podczas orzekania nie ma mowy. Oczywiscie sedziowie SN badali teraz jedynie prawidlowosc kwestionowanego rozstrzygniecia o odmowie ekstradycji, a nie meritum oskarzenia sprzed lat.

Tym bardziej znamienne, ze w uzasadnieniu wytkneli prokuraturze szkolne wrecz bledy. Tak mozna bowiem interpretowac uwage, ze przed sadem "nie wystarczy przedstawienie odmiennego pogladu czy watpliwosci". Jest przeciez jasne, ze na swoje tezy przed sadem trzeba miec dowody i podstawy prawne.

Niefrasobliwosc sygnowanej przez Ziobre kasacji moze wynikac z prawniczego dyletanctwa polaczonego z ideologicznym zaperzeniem. Byloby to kompromitujace.

Posuniecia Ziobry moga byc jednak rowniez efektem bezczelnosci polaczonej z polityczna kalkulacja. Niewykluczone bowiem, ze minister/prokurator/polityk liczy na to, ze nakrecanie wrogich elitom nastrojow sie teraz w Polsce oplaci. A Polanski sie do tego idealnie nadaje z racji swojej pozycji artystycznej, finansowej, a wreszcie pochodzenia. To jest tez zenujace, ale przede wszystkim smutne i potwornie grozne.

Znamienne przy tym, ze ledwie w ciagu ostatniego tygodnia sedziowie az dwukrotnie musieli przywolac urzad Zbigniewa Ziobry do porzadku w podobnych w istocie sprawach (zatrzymanie i proba aresztowania Jozefa Piniora ma wszak wiele wspolnego z postepowaniem wobec Romana Polanskiego). Pieknie swiadczy to o sedziach, zle o prokuratorach. O Zbigniewie Ziobrze od poczatku niczego dobrego nie dalo sie powiedziec.

PS Przepraszam Pana Romana Polanskiego za zestawienie go w tytule ze Zbigniewem Ziobra.

Krzysztof BURNETKO

 

MOZIL WYGRAL W SADZIE Z "SOLIDARNOSCIA"

We wtorek rano sad drugiej instancji przyznal racje muzykowi, ze mial prawo uzyc w swoim teledysku logo Zwiazku. Wyrok jest prawomocny.

"Solidarnosci" przysluguje juz tylko prawo odwolania do Sadu Najwyzszego.

Piotr Duda, szef Zwiazku, pozwal Mozila za uzycie logo w teledysku "Nienawidze cie, Polsko". To wyznanie emigranta, ktory zle czul sie w Polsce, ale teskni za nia na Zachodzie. W teledysku emigrant ma wpiety w klape marynarki znaczek "S". "Panie Mozil spotkamy sie w sadzie za wykorzystanie bez zgody znaczka Solidarnosci" - napisal ponad rok temu na Twitterze Piotr Duda.

Mozil dostal pozew od Piotra Dudy z roszczeniem 450 tys. zl odszkodowania. Mecenas Anna Kubica, ktora reprezentowala artyste w sadzie, argumentowala: - Logo to symbol drogi, ktora przeszla Polska do uzyskania wolnosci, i symbol przemian, ktore mialy miejsce w tej czesci Europy ponad 25 lat temu. Sad pierwszej instancji przyznal jej racje i oddalil pozew, a w uzasadnieniu napisal: "Uzycie loga Solidarnosci pelnilo funkcje symbolu stanowiacego nosnik pewnych ogolnospolecznych wartosci". Wladze Zwiazku nie zgadzaly sie z tym wyrokiem i zlozyly apelacje. Rozprawa odbyla sie 6 grudnia. Marek Lewandowski, rzecznik Zwiazku liczyl na wygrana, choc jak mowil, jeszcze kilka tygodni przed rozprawa, sady nigdy nie byly przychylne.

- Sad pierwszej instancji napisal tez w uzasadnieniu wyroku, ze zwiazek ma prawo do ochrony znaku, kiedy ktos chce go wykorzystac komercyjnie, ale znak nie jest chroniony, kiedy ktos posluzy sie nim w celach artystycznych, publicystycznych lub uzyje go akcydentalnie - mowi mecenas Kubica. Te argumentacje podzielil we wtorek sad apelacyjny i w calosci oddalil roszczenia "Solidarnosci". Sedzia uzasadnial, ze uzycie logo "S" w tym teledysku jest czescia satyry, nikogo nie obraza i nie naruszyl dobrego imienia Zwiazku.

Piotr Duda przywlaszcza znak "Solidarnosci"

Piotr Duda, przewodniczacy zwiazku, w marcu tego roku ostrzegal w TVP Info, ze pozwie do sadu i "pusci w skarpetkach tych, ktorzy naduzywaja znaku Solidarnosci". Mowil, ze czuje zazenowanie, widzac, jak w obecnosci lidera KOD Mateusza Kijowskiego Lech Walesa podpisywal flage z napisem Solidarnosc. Duda twierdzi, ze organizatorzy marcowej demonstracji w obronie legendy Solidarnosci, Walesy, przekroczyli granice prawa, uzywajac logo "S" i odwolujac sie do idei zwiazku.

"Zwiazek Zawodowy Solidarnosc jest wlascicielem znaku graficznego. Mysmy to wykupili" - grzmial przewodniczacy w narodowej telewizji.

Jak na razie nikogo w skarpetach nie puscil, a pozew do sadu zlozyl tylko jeden, wlasnie przeciwko Mozilowi. Zwiazek wczesniej wzywal juz sztab wyborczy PO w 2009 r. podczas kampanii do europarlamentu do natychmiastowego zaprzestania emitowania spotu, w ktorym Platforma pokazala plakat z Cooperem. Sztab nie posluchal i na grozbach sie skonczylo. Dwa lata pozniej zwiazek oburzyl sie na Andrzeja Celinskiego.

W 2011 r. startowal do Senatu, wykupil trzy billboardy, na ktorych umiescil swoje archiwalne zdjecie z czerwcowych wyborow z Lechem Walesa i logo "S".

Janusz Sniadek, wieloletni szef Solidarnosci, dzis posel PiS, mowil w rozmowie z POLITYKA na temat korzystania ze znaku "Solidarnosc", ze "prawo nie broni tego, co powinno".

Anna DABROWSKA

 

TANGO ZE SCENA GWALTU

Intymne relacje pomiedzy rezyserami i aktorkami to nienapisany rozdzial historii swiatowego kina. Tematu do jednego z nich dostarczyl Bernardo Bertolucci, zdradzajac, jak wygladalo krecenie slynnej "sceny z maslem"

w "Ostatnim tangu w Paryzu".

Do internetu trafil fragment wywiadu z rezyserem z 2013 r., w ktorym opowiedzial, jak na planie wygladala slynna (kultowa?) scena erotyczna z udzialem Marlona Brando, Marii Schneider i kostki masla, uzytego, mowiac ogolnikowo, niezgodnie z przeznaczeniem. Jak jednak wynika z ujawnionej rozmowy, naprawde uzyta zostala aktorka, ktora o przebiegu mocnej sceny gwaltu dowiedziala sie dopiero na planie. W scenopisie jej nie bylo.

Bertolucci przyznaje, ze wymyslili scene z Marlonem Brando, oczywiscie nie pytajac o zdanie aktorki. Pomysleli zapewne, ze 19-letnia dziewczyna nie jest dla nich partnerka. Bertolucci byl juz cenionym tworca, zas 48-letni amerykanski gwiazdor doskonale znal swa wartosc. To, co sie mialo dziac na planie, bylo wiec dla odtworczyni szokiem. Reagowala przerazeniem i lzami, co - zdaje sie - podobalo sie rezyserowi. Zalezalo mu na reakcji dziewczyny, nie aktorki - przyznaje po latach, i dodaje, ze choc moze czuc sie winny, nie zaluje swej decyzji.

Maria Schneider byla innego zdania. Wystep w "Ostatnim tangu w Paryzu"

wprawdzie przyniosl jej ogromna popularnosc, lecz zarazem zawazyl negatywnie na jej dalszej karierze. W kazdym razie schodzila z planu z trauma, ktora trwala latami, skoro jeszcze w 2007 r., czyli 35 lata po premierze, przyznala w wywiadzie dla "Daily Mail", iz czula sie zgwalcona przez rezysera i partnera. ("I felt a little raped, both by Marlon and by Bertolucci"). Z pewnoscia jej dalsza kariera nie przebiegala tak, jak mozna byloby sie spodziewac. Przezycia z planu "Ostatniego tanga w Paryzu" to byl psychiczny balast, z ktorym dlugo nie mogla sobie poradzic.

Czy w kinie polskim mielismy podobne przypadki wykorzystania mlodej aktorki przez rezysera? Z pewnoscia, choc najczesciej konczylo sie na plotkach niepotwierdzonych przez zadna ze stron. Zdarza sie, ze aktorki dopiero w starszym wieku sa w stanie mowic o przykrych przejsciach z czasow debiutu filmowego, ktore negatywnie wplynely na przebieg jej kariery. Kilka historii przedostalo sie jednak do mediow. Glosno bylo o konflikcie miedzy aktorka Grazyna Dlugolecka a slawnym rezyserem Walerianem Borowczykiem. Nota bene "Dzieje grzechu", w ktorym wystapila urodziwa studentka lodzkiej szkoly filmowej, powstawaly zaledwie kilka lat po "Ostatnim tangu w Paryzu". Dlugolecka oskarzyla Borowczyka, ze ma manie seksualna i traktowal ja na planie instrumentalnie, co fatalnie wplywalo na jej stan psychiczny. Po pewnym czasie rezyser odpowiedzial, utrzymujac, ze bylo dokladnie odwrotnie, ze to mloda aktorka probowala go molestowac. Jak bylo naprawde, pewnie nigdy sie nie dowiemy, jedno jest natomiast pewne - swietnie zapowiadajaca sie kariera mlodej, zdolnej aktorki nie miala dalszego ciagu.

Inny wybitny rezyser Andrzej Zulawski tez miewal do czynienia z mlodymi aktorkami, najwiecej mowilo sie o tym z okazji premiery filmu "Szamanka", w ktorym wystapila amatorka Iwona Petry. Znow ten sam schemat.

Dwudziestoletnia dziewczyna bez doswiadczenia filmowego i dojrzaly partner (Boguslaw Linda) oraz rezyser znany z bezkompromisowosci w realizacji scen erotycznych. Ciag dalszy tez podobny, choc ponoc doniesienia o zalamaniu psychicznym odtworczyni glownej roli byly przesadzone. Niemniej o jej kolejnych wystepach filmowych juz nie slyszelismy.

To tylko niektore przyklady przychodzace na mysl, kiedy czyta sie bulwersujacy wywiad z Bertoluccim. W istocie podobnych historii bylo znacznie wiecej, a i dzisiaj sie zdarzaja. Intymne relacje pomiedzy rezyserami i aktorkami (nie tylko poczatkujacymi) to jest nienapisany rozdzial historii swiatowego kina.

Zdzislaw PIETRASIK

 

KRZYS DO KUBY

Witaj Kubo,

Nie chodzilo mi o poruszanie tematu zarobku Suprow, ale pewnie masz i racje ze skoro kasa jest taka jaka jest to i jakos tych ludzi w biurze jest slaba. Masz racje bo w jednej z firm w ktorych pracowalem DPA byl gosc ktory swoja kariere zakonczyl na pozycji 2/O, ale jak juz byl jako DPA to kazal sobie mowic per Capt. Tak zeby nie przedluzac to kolejne pytania odnosnie tego tematu:

1. Czy nie mozna narzucic odgornego nakazu aby Ci ludzie mieli szkolenia z komunikacji shore-vsl?

2. Czy co jakis czas (4-5lat) nie mozna im kazac robic kontraktu na statku jako najnizszy ranga? Oczywiscie nie po to aby mieli wazny dyplom, tylko po to aby zobaczyli jak to wyglada z drugiej strony.

3. Czy tak jak my mamy dosc sporo zajec, ktore nie koncza sie w piatek, ale trwaja MONDAY-MONDAY nie nalezalo by wprowadzic do systemow zazrzadzania firmami zeglugowymi aby i oni chociazby przez miesiac co roku mieli prace w systemie 24H/30dni?

4. Czy tak jak nam sie tworzy regulacje "safety" ktore czesto nie maja nic wspolnego z tym slowem nie mozna by i tutaj wszystkim z biura wprowadzic obowiazkowych alarmow? (sobota,niedziela, najlepiej w swieta) Bo poki co to oni jakies tam cwiczenia maja ale to tylko namiastka tego co my mamy i oni je wykonuja stukajac w klawisze jak i ja teraz.

5. Poza tym czy nie mozna by jakos uswiadomic ludzi z biura iz statek to nie jest miejsce gdzie sie pracuje tylko i wylacznie przy komputerze i nie zawsze jest piekna pogoga (zima North Atlantic / Pacific / Monsun Indian Ocean), nie zawsze stan zaladowania pozwala na i co wazne aby zaznaczyc zeby mozna sie bylo wyspac, a co dopiero o jakimkolwiek maintenance?

Pozdrawiam

Krzys

 

 

Z zycia sfer

SKOMPLIKOWANE TRYBY MILCZENIA

W "Gazecie Polskiej" czytam, ze zmasowany przemysl pogardy wymierzony w zwolennikow zamachu smolenskiego zostal zastapiony przez zmasowany przemysl milczenia, bedacy skutkiem zniszczen wywolanych w umyslach Polakow przez przemysl pogardy.

"Przemysl pogardy byl tak niszczacy, ze w masach ludzi wyzwolil inny mechanizm - przemysl milczenia. Ta machina miala jeszcze bardziej skomplikowane tryby niz pogarda. Miala tez swoich liderow i socjotechniki" - objasnia redaktor naczelny "GP" Tomasz Sakiewicz.

Poniewaz te tryby byly tak skomplikowane, ze machine przemyslu milczenia napedzaly w milczeniu, ich prace slyszaly w zasadzie wylacznie wycwiczone uszy ludzi takich jak Sakiewicz. W kazdym razie skutek pracy tych trybow jest dzis taki, ze masy ludzkie - zmanipulowane przez socjotechniki liderow przemyslu milczenia - przestaly zadawac niewygodne pytania na temat zamachu smolenskiego. Zdaniem Sakiewicza mechanizm milczenia jest tak silny, ze dotknal nawet srodowisko niezlomnych niegdys dziennikarzy "wSieci", ktorzy obecnie probuja przemilczec kolejne rewelacje Sakiewicza na temat Smolenska, a nawet wysmiewaja je.

Nic dziwnego, ze gdy Sakiewicz jest ze swoimi rewelacjami osamotniony i wysmiewany, glowy zaczynaja podnosic negacjonisci w rodzaju dr. Laska, czlonka oslawionej komisji Millera. Czlowiek ten z uporem maniaka glosi koncepcje rozumowego podejscia do zjawiska katastrofy smolenskiej, chociaz od dawna wiadomo, ze przy pomocy rozumu w sprawie zamachu niczego nie da sie ustalic. Lasek upiera sie, ze w Smolensku doszlo do katastrofy komunikacyjnej, ktora nie ma nic wspolnego ze zjawiskami pozarozumowymi, takimi jak zamachy i wybuchy. Wysmiewa takze naukowe podstawy religii smolenskiej, mimo ze jej zalozenia programowe zostaly jasno sformulowane przez Antoniego Macierewicza i grupe zwiazanych z nim profesorow.

W opinii ludzi obecnej wladzy koncepcja Laska, nieznajdujaca zadnego potwierdzenia w dokumentach konferencji smolenskich, rodzi watpliwosci co do jego kwalifikacji oraz pytanie, czy dla wyznawcow rozumu takich jak on jest dzis miejsce w narodowej nauce. W prasie czytam, ze grupa profesorow skupionych wokol szefa MON, w celu wykazania, ze Lasek nie jest zadnym naukowcem, wystapila do Wojskowej Akademii Technicznej z wnioskiem o pozbawienie go tytulu doktora. Niestety, rada wlasciwego wydzialu wniosek odrzucila, co tylko potwierdza, ze poslugujacych sie rozumem ludzi pokroju Laska jest w naszej nauce wiecej i nie ma co liczyc na to, ze raz zdobyte tytuly naukowe oddadza dobrowolnie.

Slawomir MIZERSKI

 

SPORT

 

-Ekstraklasa: Ruch Chorzow - Arka Gdynia 1:

Ruch przegral na wlasnym stadionie z Arka Gdynia 1:2 w meczu konczacym 18. kolejke pilkarskiej ekstraklasy. Chorzowianom nie udal sie rewanz za lipcowa wyjazdowa porazke z beniaminkiem 0:3. Gdynianie przerwali natomiast serie osmiu ligowych spotkan bez wygranej.

Walczacy o ucieczke ze strefy spadkowej gospodarze bardzo potrzebowali punktow, ale zaczeli mecz od powaznego bledu we wlasnym polu karnym. Po centrze Dominika Hofbauera z rzutu roznego w 3. minucie glowe "dolozyl"

niepilnowany Michal Marcjanik i Arka prowadzila 1:0.

"Niebiescy" nie mieli pomyslu na rozbicie defensywy rywala, totez nie zagrazali bramce Pavelsa Steinborsa. Protestowali mocno, domagajac sie rzutu karnego, po upadku Lukasza Surmy i rownie goraco po sytuacji pod ich bramka. W obu przypadkach decyzje sedziego byly dla gospodarzy niepomyslne. Najpierw arbiter "puscil" gre, potem po starciu Jakuba Araka z Marcusem Viniciusem podyktowal "jedenastke" wykorzystana przez poszkodowanego.

Niewiele to zmienilo w obrazie gry i przyjezdni bez problemu dowiezli korzystny wynik do przerwy.

Na druga polowe chorzowianie wyszli z dwoma zmianami, na boisku pojawili sie pomocnik Kamil Mazek i napastnik Jaroslaw Niezgoda. Po chwili nieco przemarznieci kibice gospodarzy mieli powod do radosci, bo po rzucie wolnym Patryka Lipskiego pilki usilowalo dotknac wielu, a ostatecznie wpadla do bramki Arki.

Podbudowani kontaktowym golem podopieczni Waldemara Fornalika z ochota ruszyli do przodu. Efekty ich staran byly jednak mizerne. Po kwadransie w dobrej pozycji znalazl sie Niezgoda, ale uderzyl niecelnie. 13 minut przed koncem z woleja mocno strzelil Piotr Cwielong, tez obok slupka.

Napor Ruchu trwal do konca. Jeszcze raz gospodarze domagali sie karnego, tym razem dopatrujac sie zagrania reka rywala. Nic to nie dalo.

Gdynianie bronili sie skutecznie i wywalczyli w Chorzowie komplet punktow.

 

-Suplementy Andrzeja L

Tym razem echo nie odbija tego, co wczoraj, a nawet przedwczoraj. I nie dochodzi tylko z aren sportowych, a z wydarzen. pietro nizej. Kiedys mieszkal tam Wlodek- dziennikarz, filmowiec ( aktor, scenarzysta, rezyser), takze czlowiek sportu. Barnaba mial przyjemnosc sporzadzic komentarz do wlodkowego dokumentu filmowego o Wyscigu Pokoju- starzy kolarze ronili lzy wzruszenia, pokazywalismy film w Pradze i Berlinie- mial wziecie; jest w WFD, jest w TVP- moze kiedys przypomna.

Wlodek- kapitalna postac, wiedza, poczucie humoru i " nic, co ludzkie, nie jest mi obce." Dawno "wyprowadzil sie" z naszego swiata, ktos kupil mieszkanie i przeprowadza glosny remont. Dlatego- echa. I wspomnienie czasu minionego...

Wlodek bywal tez bokserem. Wagi ciezkiej. Jako Wlodecki. Zaprzyjazniony z nim do konca Jerzy Janicki pieknie opisal to w pamietniku. Tak, tak- ten Janicki, jeden z ojcow Matysiakow, piewca Lwowa, kiedys nawet sprawozdawca sportowy. Opisujac asa czeskiego kolarstwa- Jana Veselego, napisal po prostu: " Vesely- po czesku pewnie Wesoly, a taki on wlasnie jest". Kiedy u mlodej kolezanki redakcyjnej zamowilem wywiad z Jerzym wrocila bedac pod mocnym wrazeniem. Sam z siebie zacytowal kompletny sklad pilkarskiej Pogoni z roku, w ktorym tata dziennikarki byl jeszcze juniorem mlodszym.

Opowiem w skrocie, jak Jerzy opisal Wlodka- boksera. " Tuz po wojnie, mlody czestochowianin przegrawszy w pokera cos rodzinnego, pojechal szukac szczescia we Wroclawiu. Zeby mamie zlosc zdazyla przejsc. We Wroclawiu mial kumpla-boksera, wiec szukal go .na meczu, Nim znalazl kolege. znalezli jego. Grozil walkower w ciezkiej, a tu kawal chlopa, i jeszcze mowi, ze zna sie na boksie. Po meczu byla kolacja- naruszona szczeka utrudniala zjedzenie schabowego, ale pozywna zupa " szla".

Czlowiek glodny- po podrozy i meczu przed kompotem nadal by zjadl cos solidnego. "Drugie" nie przechodzilo, wiec. Wezwal kelnera i poprosil o napelnienie talerza. Niestety- uslyszal- zupka wyszla, ale jeszcze jeden kotlecik moze byc dla szanownego pana."

Wlodek wystepowal w kilkudziesieciu obrazach- gdzie tylko byla przydatna jego charakterystyczna postac plus glos nie do podrobienia. Miedzy innymi jako Olo- w Piwowskiego "Przepraszam, czy tu bija?" W towarzystwie dwoch arcymistrzow boksu olimpijskiego ( dwaj= trzy zlote

medale) - Jurka Kuleja i Janka Szczepanskiego. Wspominam Wlodka, ten film i natychmiast pojawia sie refleksja, ze boks oraz slawni bokserzy, jak malo kto z amatorow sprawdzali sie na ekranach, I rezyserzy ich szukali. Wspomniany film. A ten, chyba jeszcze studencki obraz Jerzego

Skolimowskiego- o Stammie i kadrze jego podopiecznych. A Dziedziny "Bokser". - Olbrychski w roli glownej ( pisalem, ale przypomne- podobno wtedy Feliks Stamm zaproponowal panu Danielowi bruderszaft: " Ja ci bede

mowil- Danku, a ty mnie- panie Felu."), ale wazniejszy byl Leszek Drogosz. Bo film o jego historii, i tez z jego udzialem. Jeden z pietnastu filmow (!!!), w ktorych gral "Czarodziej ringu".Zatrudniali go i Wajda, i Lenartowicz; grywal w towarzystwie Englerta, Janczara, Chamca, Fronczewskiego, Maklakiewicza... Jeszcze gdzies przewineli sie przez ekran- Kazik Pazdzior i Jan Galazka.

Andrzej LEWANDOWSKI

(Dzien dobry -tu Polska" oprac. na podstawie "Gazety Wyborczej", "Przegladu Sportowego", "Rzeczpospolitej", "Polityki", TVN24 i OnetPl)

Wpisz treść wiadomości.
Wpisz swój adres email.Przepisz kod z obrazka.